Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 538 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Epilog "Bez zbędnych słów..."

piątek, 19 kwietnia 2013 18:21

Siedziałam na tarasie, na bujanym krzesełku okryta kocem. Wspominałam. Moje życie w Seattle, po przyjeździe do Forks. Wszystko i wszystkich. Minęło 10 lat, 10 długich lat. Nie jestem już zagubioną siedemnastolatką, ale szczęśliwą dwudziestosiedmioletnią mężatką. Po studiach ja i Edward, a zresztą całe nasze rodzeństwo, wróciliśmy do Forks. Tu było nam najlepiej, tu był nasz dom. Każda z par wybudowała sobie dom obok głównej rezydencji Cullenów, w której mieszkają mama i tato. Tak, mówię do Carlislea tato i kocham go, jak ojca. Jestem wyleczona, całkowicie, ale do dziś codziennie spożywam swój lek. Edward. Z szerokim uśmiechem spojrzałam na mojego męża, który bawił się z Mikeyem, swoim chrześniakiem, synem Rosalie i Emmetta. Alice i Jasper w tej chwili są w Paryżu, moja siostra została projektantką i teraz ciąga Jaspera po rewiach mody, a on się daje. Co ta miłość robi z ludźmi, hmm? Poza tym, że ich uszczęśliwia to ubezwłasnowolnia. Ale to dobry tym niewolnictwa, taki, w którym można trwać wiecznie. Co do Alice to pogodziłam się z nią parę dni po wszystkim. Nie wiem jak zareagowała na wieść o tym, że to nasz ojciec mnie zgwałcił, ale nie wgłębiałam się w to. Nadal mnie to nie interesuje. Nie chciałam dotykać blizn, bo w ten sposób one nigdy by nie zarosły, a tak to...Pogodziłam się z tym co było i żyję szczęśliwie.
Usłyszałam śmiech Mikeya, który właśnie biegł w moją stronę.
-Ciociu, ciociu! - machał rękoma wesoło - A wujek Edward przegrał, znów mu strzeliłem gola, ale jazda! - skakał z radości. Spojrzałam na Edwarda, na Mikeya i uśmiechnęłam się. Obaj mężczyźni byli brudni, zadyszani, ale uśmiechnięci.
-Ograł mnie, chyba się starzeję...-wysapał Edward i kucnął obok mnie. Położył swoją dłoń na moim wypukłym brzuchu - A jak tam mój syn...? - zapytał wesoło, w tym samym momencie dziecko wewnątrz mnie poruszyło się.
-On chyba też gra w piłkę...-zachichotałam.
-Ooo, serio? To ciocia ma w brzuchu tyle miejsca? - rozłożył ręce Mikey, Edward i ja wybuchliśmy śmiechem, a mały nie wiedział o co nam chodzi. - No nie ważne, ale kiedy będę mógł pograć z nim?
-Już niedługo, kochanie...-powiedział Edward i pocałował mój brzuch - Już niedługo...

Bez zbędnych słów poznaliście ich historię. Może wywołała u was śmiech, może łzy, uśmiech lub smutek. Nie była idealna, bo przecież żadna nie jest. Życie jest ciężkie, a im wyłożyło pod nogi wiele przeszkód. I po zakończeniu najtrudniejszych spraw mieli jeszcze wiele problemów, ale radzili sobie z nimi całą rodziną. Bo przecież to jest najważniejsze. Miłość, przyjaźń, pomoc drugiej osoby, zaufanie.
Tego im brakowało, ale nauczyli się tych uczuć nawzajem.
Bella i Edward.
Ona była zamknięta w sobie, wystraszona, żyjąca ze swoim bólem.
On miał na sobie maskę, udawał kogoś kim nie jest.
Gdy ich dusze się odnalazły, stworzyły jedną zespoloną istotę i oni znaleźli swoje miejsce na ziemi. Czuli się kochani i akceptowani.
Byli dla siebie stworzeni, to musiało być przesądzone, ta dwójka była dla siebie idealna.  Wszyscy zachwycali się siłą ich miłości, zazdrościli im. Ale przecież oni na to ciężko pracowali. Po tylu cierpieniach i trudnościach zasłużyli na szczęście.
Bella, Edward i Anthony - owoc ich miłości.

 

_____________________________________

 

Epilog. To już epilog, to już koniec. Strasznie mi ciężko się żegnać z tą historią, ale już trzeba. To i tak by kiedyś nastąpiło, wcześniej czy później.

Dziękuję Wam wszystkim za to, że byliście ze mną podczas prowadzenia tej historii. Dziękuję za wszystkie komentarze, za słowa wsparcia i otuchy.

Tak na koniec powiem Wam jaka piosenka zainspirowała mnie do prowadzenia tej historii, oto ona

Avril Lavigne - Everybody Hurts

 

Ale jak wiecie, nie żegnam Was na stałe.

Zapraszam na bloga :

http://at-your-command.blogspot.com/

Jest już Prolog.

 

Żegnam EH, żegnam Edwarda i Bellę w tej wersji, pozostawiam ich szczęśliwych.

 

HAPPY END


Podziel się
oceń
87
22

komentarze (40) | dodaj komentarz

Rozdział 27 "Rozmowa..."

wtorek, 16 kwietnia 2013 17:31

BELLA

"Przetrwałam to,
bo on był obok mnie.
Blisko..."

I tak minął cały tydzień. Nie chodziłam do szkoły, Edward też nie. Zostawał ze mną. Alice gdy mnie tylko widziała szeptała nieme "przepraszam", ale nigdy do mnie nie podeszła. Wiedziałam, że żałuję, widziałam to w jej oczach. Ale nie miała tylko odwagi aby podejść i ze mną porozmawiać. A ja do niej też nie pójdę. Bo to nie ja na nią naskoczyłam, ale ona na mnie. To ona powinna pierwsza podejść, a zresztą.
Esme i Rosalie spędzały ze mną więcej czasu. Rozmawiałam z nimi. Wszystko wydawało się łatwiejsze gdy one wiedziały. Może powinnam im powiedzieć wcześniej, ale bałam się jego gróźb, nie wiem skąd mój ojciec miałby się dowiedzieć, ale...Bałam się. A teraz...? Miałam Edwarda, a przy nim czułam się bezpieczna. Bo przy nim ja jestem bezpieczna. Wiem, że on mnie ochroni. Przecież mi to obiecał. Ufam mu. Całkowicie i niezaprzeczalnie. Kocham go. Codziennie coraz mocniej. Dzięki niemu odzyskuję normalne życie. Może nigdy nie będzie idealnie, nigdy nie zapomnę o przeszłości, ale pogodziłam się z tym i teraz liczę tylko na lepsze. Moja mama i siostra ciągle, w podtekstach, bo nie w prost dopytywały się kto to zrobił. I ja postanowiłam, że im powiem, one powinny o tym wiedzieć jakkolwiek bardzo miało je to zaboleć. Musiały wiedzieć, a szczególnie Rosalie. Bo przecież to miała być ona, nie ja. Mój ojciec chciał zgwałcić ją. Nie mnie.
Siedziałam w pokoju Edwarda. Całowaliśmy się. Edward leżał, a ja leżałam na nim. Chłopak mruczał z aprobatą na moje pieszczoty. Uśmiechałam się dumna z siebie. Szło mi coraz lepiej. Już wcale nie czułam strachu, cokolwiek by nie robił, ale on na razie o tym nie wiedział. Chciałam zrobić kolejny duży krok, ale to potem. Po tym jak powiem Rosalie i Esme prawdę, po tym jak moje sprawy z Alice się unormują. Chcę najpierw poukładać bieżące sprawy. Na wszystko przyjdzie czas, teraz o ty wiem. Moje życie zostało w miarę poukładane. Każda historia w osobną szufladkę. Wszystko znalazło swoje miejsce na ziemi, żyje własnym życiem, ma swój bieg. A ja zaczynam być szczęśliwa, jestem szczęśliwa. Pomimo, że nie wszystko jest idealne. Cieszę się chwilą, bo w naszym życiu są i te złe, i te dobre. Każde trzeba przeżyć.
Edward zjechał z pocałunkami na moją szyję, ramiona i dekold. Przeczesywałam palcami jego włosy.
-Chcę dziś porozmawiać z Rosalie...-westchnęłam.
-Chcesz im powiedzieć kto za tym stoi? - zamruczał kąsając moje obojczyki. Zadrżałam i zamruczałam cicho jak kotka.
-Mhm, powinny wiedzieć, prawda? - chciałam znać jego zdanie. Edward na chwilę uniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-Tak, sądzę, że powinny wiedzieć, kochanie...-znów wrócił do pieszczenia mojej szyi. Westchnęłam i pociągnęłam go lekko za włosy. Edward zassał skórę za moim uchem.
-Co robisz...? - zamruczałam, nie odpowiedział. Oderwał się dopiero ode mnie po chwili i przyglądał czemuś na mojej szyi z uśmiechem - Zrobiłeś mi malinkę...-zorientowałam się, a on pokiwał nadal wyszczerzony głową. Wywróciłam oczami. Faceci, czy dorośli, czy nie to i tak dzieci.
Na obiad zeszliśmy do jadalni. Więcej rozmawiałam z rodziną, tylko między mną i Alice panowała napięta atmosfera, którą każdy starał się rozluźnić. Cieszę się, że przy Alice jest teraz Jasper, no bo jej też nie jest łatwo. Z tego co wiem Rose była na nią nieźle wkurzona, ale już to załagodziły. To dobrze, nie chciałam aby przeze mnie moje siostry prowadziły między sobą jakiekolwiek konflikty. Niefajnie jest być powodem kłótni swoich bliskich.
Po obiedzie Edward został w salonie z Emmettem bo ten namówił go na grę na jakiejś konsoli. Siedziałam z nimi chwilę śmiejąc się z ich zachowania. Gdy ktoś przegrywał można było słyszeć tylko stek przekleństw i śmiechy zwycięzcy. Po jakimś czasie pocałowałam Edwarda i poszłam do siebie. Mój chłopak na początku chciał iść ze mną, ale powiedziałam, że dam sobie przecież radę. Będę tylko na górze. Nie mogę zabraniać mu grać z bratem w jakąś gierkę. Przyszła do mnie Rose, a po chwili dołączyła do nas moja mama. Na początku rozmowa była luźna. Pytały mnie o Edwarda, o to jak jest nam razem. Mówiłam prawdę, że jest cierpliwy, że na początku się bałam, ale teraz już nie czuję strachu. Wyznałam im, że przy nim jestem bezpieczna, że Edward się zmienił i pomógł mi. Nie mówiłam im tylko o przeszłości Edwarda, o tej zanim trafił do domu Carlisle'a, powiedziałam tylko, że też nie miał łatwo i wiele wycierpiał. Esme nie naciskała, była wdzięczna za to co jej mówię, że w ogóle z nimi rozmawiam. Rosie chciała wiedzieć jak najwięcej i przezabawnymi sposobami próbowała to ze mnie wyciągnąć, ale trzymałam język za zębami. W końcu nie muszą wiedzieć wszystkiego. Esme tylko subtelnie zapytała czy już uprawiałam seks z Edwardem. Zaprzeczyłam zgodnie z prawdą, bo nie kochałam się z nim. Ale miałam to w zamiarach, w najbliższej przyszłości. Wiedziałam już, że tego chcę. Chcę być jego w każdy możliwy sposób. Kocham go, a on mnie, i to już chyba wie każdy z Cullenów.
-Mamo, Rose...-zaczęłam gdy między nami panowała chwila cisza. Spojrzały na mnie uważnie. Chyba po moim tonie wywnioskowały, że chcę powiedzieć im coś ważnego i związanego z tą sprawą. Ze mną i z tamtym dniem, wydarzeniem.
-Tak, Bello? - spytała Rosalie. Wzięłam głęboki wdech, wolałabym aby Edward był przy mnie w tej chwili, byłoby mnie łatwiej, ale muszę się usamodzielnić. Choć troszkę. Nie mogę wszystkiego robić z nim, choć bym chciała.
-Chciałam wam powiedzieć...-zacięłam się - Sądzę, że powinnyście wiedzieć kto...Kto za tym stał - wydusiłam z siebie. Zrozumiały o co chodzi. Rose usiadła bliżej mnie, przytuliła mnie.
-Mówiłaś, że go znamy...-powiedziała moja matka. Ona też usiadła bliżej nas i pogłaskała mnie po ręce.
-Wracałam z urodzin, szłam skrótami...-zaczęłam - Grupka pijanych mężczyzn mnie zaczepiła, złapali mnie i wciągnęli do jakiejś meliny...-skrócałam opowieść - Pierwszym, którym mnie zgwałcił był...To był nasz ojciec, Rosie...-wtuliłam się w blondynkę. Słyszałam jak bierze powietrze do płuc, bałam się spojrzeć na Esme. W końcu to był jej mąż, człowiek, którego kiedyś kochała - Gdy ze mną skończył oddał mnie w ręce kolegów chwaląc się mną, a na koniec...-płakałam, nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale szlochałam - A na koniec powiedział, że to nie mnie mieli złapać, ale ciebie Rosalie...-moja siostra znieruchomiała - To miałaś być ty Rosie...- zaczęłam łapczywie łapać powietrze, wspomnienia powróciły. Oddychałam spazmatycznie. Rose potrząsnęła mną lekko, ale byłam jak marionetka.
-Bello, córciu...? - usłyszałam głos mojej matki, a potem chyba otwieranie drzwi. Coś, czyjeś ramiona oderwały mnie od Rosalie i przytuliły do siebie. Miałam zaciśnięte powieki, więc nie widziałam kto to, ale ten dotyk poznałabym wszędzie. Wtuliłam się w Edwarda, kuląc na jego kolanach. Chłopak pocałował mnie w czoło i głaskał uspokajająco po plecach. Byłam wdzięczna mu za to, że przyszedł. Mój oddech zaczął wracać do normy, rozluźniłam mięśnie. Edward starł kciukiem moje łzy, niektóre scałował. Westchnęłam cicho. Zadarłam głowę do góry i spojrzałam w oczy Edwarda. Uśmiechnął się lekko i cmoknął mnie w usta. "Kocham cię", powiedział bezgłośnie, tylko poruszając ustami. Kiwnęłam głową i odpowiedziałam mu tym samym.
-Edward, ty wiedziałeś...? - zapytała Rosie.
-Czy wiedziałem co? - zapytał mój chłopak nieco zdezorientowany jej pytaniem.
-Wiedziałeś kto to jej zrobił, że to nasz...-zaczęła
-Ojciec? - przerwał jej mój ukochany - Tak, wiedziałem. I bez obrazy, ale jak chuja kiedyś spotkam to go wykastruję...-warknął, nie skomentowałam tego. Ja nie chcę aby oni się spotykali, nie chcę mieć z nim do czynienia.
-Po prostu nie mogę w to uwierzyć...-usłyszałam szept mojej matki - Jak ja mogłam być z takim człowiekiem...?
-Nikt nie jest nieomylny...-powiedział Edward przeczesując moje włosy - Ludzie mają w sobie taką cechę, że się zmieniają. Niektórzy na lepsze, a inni na gorsze. Z różnych przyczyn...-mój chłopak pogłaskał mnie po policzku - Bella zmieniła mnie na lepsze...-uśmiechnęłam się na te słowa.
-Wspominała nam, że też nie miałeś łatwo...-powiedziała Rosalie, Edward uniósł głowę i spojrzał na nią. Pokiwał głową.
-Nie, nie miałem. Moi rodzice nie przejmowali się mną, ważniejszy był alkohol. To jest okropne gówno, mimo swojej woli sam stawałem się tacy jak oni. Bella mnie uratowała i zaakceptowała takiego jakim jestem...-znów mnie pocałował.
-A ty ją...-szepnęła moja matka.
-A ja ją...-potwierdził.
Byłam już spokojna. Leżałam w ramionach Edwarda i czułam, że tu jest moje miejsce na ziemi. Jedyne i niezastąpione. Przy nim, z nim. Dla niego, w nim.

 

____________________________________________

 

Oto nadeszłam z nowym rozdziałem. Nie będę się rozpisywać, mi się wydaje, że notka jest nawet, nawet. No i jest dłuższa od poprzedniej, może nie dużo, ale jednak...!

Kochani, niestety, to nie był i nie jest żart. To już ostatni rozdział na tym blogu, przed nami jeszcze tylko Epilog, który jest już w połowie napisany.

Wszystko ma swój koniec i początek, a kres EH właśnie nadchodzi. No, ale ja nie zostawię Was. Jeszcze się ze mną trochę pomęczycie.

Hmm, jak wiecie mam nowego bloga. Prolog na niego jest już napisany, czeka tylko na naciśnięcie ikonki "Opublikuj".

Więc tak krótko. Bohaterowie i inne zakładki na tamtym blogu są już uzupełnione. Hmm, jeśli ktoś będzie chciał być informowany o NN na tamtym blogu zapraszam do odpowiedniej zakładki i zostawić na siebie namiary. Więc może już dam link tego boga, zobaczycie w Bohaterach mniej więcej co i jak, jeśli się zdecydujecie, że będziecie chcieli czytać przejdziecie do odpowiedniej zakładki i to tyle.

 

http://at-your-command.blogspot.com/

 

Pozdrawiam, Wampirek.


Podziel się
oceń
44
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Rozdział 26 "Nie wybaczy mi..."

sobota, 06 kwietnia 2013 17:46

EDWARD

„Czasem trzeba zrobić co trudnego,
Aby ruszyć do przodu,
Dalej…
Przed siebie…”

Chciałem zatrzymać Alice, ale wiedziałem, że tak czy siak one kiedyś będą musiały sobie to wyjaśnić. Alice źle zrobiła i zachowała się jak suka. Powinna być delikatniejsza. Najeżdżała też na mnie i na to kim byłem choć mojej przeszłości też nie znała. Teraz będzie jej zapewne wstyd i dobrze…Zasłużyła sobie na to. Niepokoił mnie krzyk Belli, który z każdą chwilą słabł w dziwny sposób. To tak jakby chciała krzyczeć, a nie mogła. W pewnym momencie osunęła się, złapałem ją w ostatniej chwili. Wziąłem ją na ręce i położyłem na kanapie, kucnąłem tuż obok dziewczyny i pogłaskałem ją po policzku.
-Zasłabła…-powiedział Carlsile, który ją ‘’badał’’. Reszta rodziny nadal patrzyła na tą scenę z otwartymi buziami. Nie mogli chyba przyswoić do końca tego co usłyszeli i co zobaczyli od Belli.
-Ona…Jej…Ciało…Jest…-zaczął dukać Emmett, spojrzałem na niego, a on na mnie – Edward ty wiedziałeś, widziałeś…?
-Wiedziałem i widziałem...-mruknąłem trzymając Bellę za rękę.
-Ale jej ciało jest…
-Piękne…-przerwałem mu zanim powiedziałby coś za co dostałby w mordę. Nie ważne, że to mój brat…Dostałby gdyby powiedział coś niestosownego. Spojrzałem na Esme, która podeszła do Belli i kucnęła obok mnie.
-Moja córeczka…-zapłakała . Położyłem dłoń na ramieniu Esme, a ona zerknęła na mnie – Nie mogłam jej pomóc. Dziękuję, że ty to zrobiłeś…-szepnęła łamiącym się głosem.
-A ona pomogła mnie…-sprostowałem.
Przeniosłem Bellę do jej pokoju. Siedziałem koło niej na łóżku i trzymałem ją za rękę. Ze mną była Esme i Rosalie, Alice była…Nie wiem gdzie ona była i nie obchodzi mnie to. Aniołek poruszył się niespokojnie. Położyłem się koło niej i przytuliłem do siebie. Jej ciało zadrżało, wszczepiła się we mnie. Zacząłem uspakajająco głaskać ją po plecach.  Zapłakała, przycisnąłem ją jeszcze mocniej do siebie. Esme i Rosalie patrzyły zafascynowane jak ich córka ufnie się do mnie przytula.
-Edward…? – szepnęła cicho
-Cii, jestem tu…-pocałowałem ją w czoło.
-A reszta?
-Tylko twoja mama i Ross…-szeptałem w jej włosy. Bella przytuliła mnie do siebie. Wiedziałem, że musi to wszystko przemyśleć.  Dla mnie samego tego wszystkiego było dużo, więc do dopiero dla mojej Belli. Jej dłoń zacisnęła się na mojej koszuli, a po chwili zaczęła rozluźniać uścisk. Jej oddech uspokajał się. W końcu otworzyła oczy i zadarła głowę do góry aby na mnie spojrzeć. Uśmiechnęła się lekko, ale wiedziałem, że robiła to tylko dlatego abym się nie martwił. Jednak to raczej niemożliwe. Cały czas się o nią martwię, bezustannie.
Pochyliłem się i lekko ją pocałowałem. Bella wszczepiła palce w moje włosy i przylgnęła do mnie jeszcze mocniej.
-A Alice...? - zapytała cichutko. Westchnąłem i wzruszyłem ramionami.
-Nie wiem, Bello, gdzie jest Alice. Ale dobrze, że nie ma jej tutaj. Musisz odpocząć...-szepnąłem i poprawiłem kosmyk jej włosów, wsadziłem go za ucho. Bells znów zadrżała, przytuliłem ją mocniej - Spokojnie, kochanie...-cmoknąłem czule jej czoło. Pokiwała głową.
-Ja nie powinnam...-zaczęła, ale jej przerwałem.
-Nie, Bello...-powiedziałem stanowczo - To ona nie powinna, ty nie zrobiłaś nic złego.
-Edward ma rację...-szepnęła Rosalie, usiadła koło Belli. Aniołek odwrócił się w jej stronę. Rose uśmiechnęła się, a łza spłynęła po jej policzku.
-Rosie...-wymruczała moja dziewczyna i przytuliła się do swojej siostry. Oby dwie zaczęły cicho płakać. Pomyślałem, że powinienem je zostawić. Zacząłem wstawać z łóżka. Bella natychmiast odkleiła się od Rosalie i zawisła na mnie.
-Nie idź...! - powiedziała panicznie. Usiadłem z powrotem na posłaniu i posadziłem Bellę koło siebie.
-Cii, spokojnie, zostanę...-pogłaskałem ją po policzku, kiwnęła głową, ale spojrzała na mnie aby się upewnić - Zostanę...-cmoknąłem ją w nos. Tym razem chyba ją przekonałem.
Więc zostałem. Siedziałem z Bellą jej mamą i jedną siostrą. Aniołek cały czas siedział na moich kolanach. Wszyscy za to siedzieli na łóżku. Trzech kobiet na kolanach bym nie pomieścił. Raz po raz składałem czułe pocałunki na jej czole.
-Bello, dlaczego nam nie powiedziałaś...? - zapytała delikatnie Esme. Ukochana spojrzała na swoją matkę i wzięła głęboki wdech.
-Mamuś...-zaczęła, ale przerwała, na jej policzku zalśniła pojedyncza łza, starłem ją kciukiem. Zacząłem przeczesywać jej włosy i kołysać nami uspokajająco. Jej rodzicielka chyba nie mogła się nadziwić temu jak wpływałem na jej córkę, jak na nią działałem.  Jestem jej lekiem. Tak, to chyba coś w tym stylu.
-Mamusiu...-kontynuowała- Ja nie mogłam.
-Grożono ci...? - podchwyciła Rose. Bell uśmiechnęła się ponuro i pokiwała twierdząco głową.
-Tak, to też...Ale ja nie mogłam...Bo...Nie mogłam...-wtuliła się we mnie mocniej, prawdopodobnie mnie to bolało, ale czułem tylko ból wewnętrzny. Cierpiałem bo wiedziałem, że moja Bella też cierpi. Chciałem odseparować ją od bólu, ale jak widać nie udało mi się. 
-Nie mogłaś...?
-Nie, Rosie, widzisz...Oni grozili, że jeśli wam powiem to...-zacięła się, a one jej przerwały.
-ONI?! - krzyknęła Ross - Ich było kilku...?
Bella potwierdziła kiwnięciem głowy. Rose przytuliła się do Esme.
-Jak oni mogli, gdybym tylko ich znała...-warczała Rose.
-Znasz...A przynajmniej znacie jednego z nich...-szepnęła cicho Bella. Głowa Esme i Ross wystrzeliła go góry. Ich wzrok był tak intensywny, a z jego można było wyczytać nieme pytanie "Kto?". Bella spojrzała na mnie, jej oczy lśniły od łez. Chciała im powiedzieć prawdę i sądzę, że to dobra decyzja. One powinny wiedzieć. A po tym jak się dowiedzą nie mogą już z tym nic zrobić. Bell wiedziała o tym doskonale. Czas powiedzieć im o wszystkim i zacząłć nowy rozdział w życiu bez wspominania tego co się stało. Czas żyć bez strachu i niewiedzy. Musimy się od tego uwolnić, nie chcemy być już niewolnikami. Chcemy normlanie żyć. Ja i Bella. Bella i ja.

ALICE (to tylko jednorazowy wyskok, ktoś prosił o rozdział z perspektywy Alice, więc proszę)

Alice uciekła z domu, znajduje się teraz w lesie.

Zostałam zgwałcona. Chcesz dowodów? Tyle ci wystarczy? Teraz mi wierzysz? Masz? Tak wygląda całe moje ciało. Zostałam zgwałcona, zostałam zgwałcona, zostałam zgwałcona. Tak wygląda całe moje ciało. Zostałam zgwałcona.
-Nie, nie, nie! - krzyknęłam łapiąc się za głowę. Nie chcę już tego słyszeć. Dlaczego głos Belli mnie prześladuje. Niech odejdzie i da mi spokój, nie chcę go! Błagam odejdź.
Mało ci? Chcesz więcej dowodów? Zostałam zgwałcona, tak wygląda całe moje ciało! Nienawidzę cię. Zostałam zgwałcona. Nienawidzę cię.
-Zostaw mnie, odejdź! - szamotałam się sama ze sobą. Zamknęłam oczy i krzyknęłam przeraźliwie. Przez chwilę było ciemno, ale potem zobaczyłam poranione ciało mojej siostry, widziałam jej oczy niegdyś tak żywe, a teraz tracące blask. I tylko Edward mógł sprawić, że zaiskrzą. Edward. Krzyknęłam ponownie. Jego też powinnam przeprosić. To on jej pomógł, człowiek, którego zna stosunkowo od niedawna, od dogrzebał się do prawdy. Nie my, nie jej rodzina, tylko on. Obcy człowiek, który teraz jest dla niej wsparciem i opoką. Nie mama, nie Ross i nie ja. Tylko on.
Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam. Widziałam każdą wypukłą smugę na jej ciele. Widziałam i krzyczałam, płakałam. Opadłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach.
Zostałam zgwałcona. Chcesz dowodów? Tyle ci wystarczy? Teraz mi wierzysz? Masz? Tak wygląda całe moje ciało. Zostałam zgwałcona, zostałam zgwałcona, zostałam zgwałcona. Tak wygląda całe moje ciało. Zostałam zgwałcona. Mało ci? Chcesz więcej dowodów? Zostałam zgwałcona, tak wygląda całe moje ciało! Nienawidzę cię. Zostałam zgwałcona. Nienawidzę cię.
Płakałam, głośno.
-Alice...- to Jasper. Podbiegł i zadyszany klęknął obok mnie. Przytulił mnie i zaczął szeptać uspakajające słowa.
-Obudziła się, Alice. Nic jej nie jest, obudziła się. Są z nią Edward, Ross i wasza mama-mówił do mnie delikatnie.
-Nie wybaczy mi, Jasper, nie wybaczy.

__________________________________________________

 

No i oto jest. Jak myślicie? Dałam ciała? Bo mnie się wydaje, że bardzo. Uhh, mam nadzieję, że choć wam się trochę rozdział podoba. Oby, oby. 

Dziś bez większego gadania. Rozdział dedykuję wszystkim. 

Aaaaaa. No i napiszcie mi co sądzicie o małym bonusie? 

Wasz Wampirek :*

 

ps. Ze smutkiem informuję, że zbliżamy się ku końcowi, ale bez obaw. Szykuję już dla was nowego bloga, który będzie, mam nadzieję, moim dzieckiem. I może jeszcze lepszym od EH? 


Podziel się
oceń
88
15

komentarze (52) | dodaj komentarz

Rozdział 25 "Nienawidzę cię..."

wtorek, 26 marca 2013 20:25

BELLA

 

„Wszystko w tobie jest mi potrzebne.
Tylko ty umiesz mnie uspokoić,
Sprawiać, że czuję się jak jedyna kobieta na świecie.
Kochana i pożądana…”

 

Obiad z całą rodziną tym razem będzie miłym wspomnieniem. Nie czułam jakiegoś strachu, ponieważ Edward cały czas trzymał mnie za rękę. Bez obaw przysunęłam krzesło jak najbliżej niego. Moja mama patrzyła na nas z radością, a Carlisle cieszył się, że jego syn w końcu stał się odpowiedzialny i ustabilizował sobie życie. Haczyk jest taki, że jego ojciec nie ma pojęcia jaką odpowiedzialność wziął na siebie jego syn zakochując się we mnie. Pozwalając abym ja zakochała się w nim.
Po wspólnym posiłku nie udaliśmy się od razu do swojego pokoju. Siedzieliśmy wraz z resztą rodziny w salonie oglądając jakiś bezsensowny, amerykański teleturniej. Okazało to się miłym i zabawnym zajęciem, ponieważ płeć męska naszej rodziny tak to przeżywała i komentowała. Gdy jakaś dziewczyna odpowiedziała źle na dane pytanie Edward zawsze to komentował jakimś uszczypliwym komentarzem. Przez chwilę wydawało mi się, że jestem normalną nastolatką, z normalnymi problemami bez żadnych uprzedzeń. Miło było tak myśleć i marzyć.
Siedziałam właśnie wtulona w Edwarda na sofie dwuosobowej. Esme z Carlisle’m siedzieli na kanapie. Emmett z Ross umiejscowili się na fotelu, Alice z Jasperem tak samo.
Przewiesiłam nogi przez nogę Edwarda, a głowę oparłam na jego torsie. Chłopak uśmiechnął się i zaczął masować moje dolne kończyny. Szczerze…? Mało interesował mnie ten program, ale przebywanie z rodziną wydawało mi się w tej chwili takie naturalne. Esme co chwila na nas spoglądała i szeptała coś z uśmiechem do swojego przyszłego męża, a ten jej przytakiwał.
Przymknęłam powieki i poczułam usta Edwarda na swoim czole. Westchnąłem i objęłam go w talii i przycisnęłam się do niego jeszcze mocniej. Jego druga dłoń uspakajająco gładziła mnie po plecach. Robił wszystko abym czuła się teraz komfortowo i właśnie tak się czułam.
-Kiedy ślub, mamo…? – zapytała Alice, otworzyłam oczy. Telewizor został zgaszony. To teraz będą rozmawiać…? Um, myślę, że dam radę. Jestem silniejsza psychicznie, podołam. Zresztą…Nie muszę się bardzo udzielać.
-Cóż, myślę, że w czerwcu, co wy na to…? Po zakończeniu szkoły, tak abyście mieli wakacje…-odpowiedziała Esme, a Carlisle potwierdził.
-Teraz mamy marzec…-mruknęła Alice – Ojej…! Jak mało czasu! – pisnęła.
-Alice…-wtrąciła się Rose – Jak się pośpieszymy to wszystko się uda. Myślę, że wesele odbędzie się tu w ogrodzie. Pastor Malory udzieli wam ślubu też tutaj…Wystroimy odpowiednio dom…Bo o kościele mowy nie ma…- dokończyła Ross. No tak…Mama jest rozwódką.
-To sale mamy z głowy…-mruknął Emmett – Tylko alkohol…- Edward się roześmiał.
-No tak, tak…Alkohol i żarcie są najważniejsze na ślubie…-mruknął mój luby rozbawiony.
-Ej, ty…! – pacnęłam go w pierś – Ty nie będziesz pił…-zarządziłam
-Tak jest, Aniołku…-powiedział kiwając głową.
-Edward, ty pantoflarzu…! – krzyknął Emmett wraz z Jasperem, ale zaraz spotulnieli widząc wzrok swoich dziewczyn.
-Kto to mówi…? – wyśmiał ich Edward. Prychnęłam cicho i na nowo się w niego wtuliłam, a on znów masował moje nogi.
-Dobra, koniec …Teraz ubrania – mruknęła Alice – Mężczyźni wiadomo, smokingi. Mamo ty masz sukienkę, pokazywałaś nam ją już. Jest śliczna…Ale twoje córki nie mają w co się ubrać! – krzyknęła.
Zamarłam…Czekaj, czekaj…Jej córki, a w tym ja…Nie ma mowy. Nie ubiorę sukienki, ale nie mogę też iść w moich czarnych ciuchach na ślub matki. Zorientowałam się, że Alice i Rose na mnie patrzą.
-Bello…? – zaćwierkały – Zakupy, wiesz, sukienka…
-Nie ma mowy…! – niemalże krzyknęłam. Edward przytulił mnie mocniej.
-Bello…Nie możesz iść w tych workach…! – powiedziała pewnie Ally. Mój chłopak warknął, a ja znów byłam tą aspołeczną Bellą. Koniec wyobrażeń o normalniej rodzinie z normalną Bellą.
-Wiem…Ale nie ubiorę nic innego…-szepnęłam. Po prostu nie mogę. Sukienka odsłoniłaby moją poranioną skórę, a tego raczej nikt nie chce widzieć.
-Ale czemu…? Bello, czemu tak się zmieniłaś…? Jesteśmy twoją rodziną, mamy prawo wiedzieć..! – darła się Alice. Rosalie próbowała ją uspokoić, ale jej nie wyszło. Siedziałam spięta przy Edwardzie, a on próbował mnie uspokoić, na marne. Zacisnęłam powieki. W pokoju panowała napięta atmosfera, nikt się nie odzywał. Czemu ona tak naciskała…? Czemu nie może dać sobie z tym spokoju? Mogłaby przestać naciskać. Wszystko było tak dobrze. Wszyscy gadali, nawet ja gadałam z nimi. Czułam się dobrze…Nie bałam się. Dlaczego moja własna siostra nie potrafi tego zaakceptować…? Że taka się stałam? Mam jej powiedzieć prawdę? A prawda jest okropna…! A gorsze jest jeszcze to, że to nie mnie chciał skrzywdzić tylko Rosalie. Ale…Wyszło tak, że spotkał mnie, a nie ją. Tyle dobrze…Ja cierpiałam, ale moja siostra będzie miała normalne życie, bez strachu. W jakiś sposób ją obroniłam. Tyle dobrego co w tym wszystkim, tym całym gównie jest, to ocalenie jej. Mojej Rosie, bo ona nie naciska tak jak All.
Nagle cisza została przerwana. Alice zerwała się z kolan Jaspera i stanęła naprzeciw mnie i Edwarda. Mój chłopak przycisnął mnie do siebie mocniej, ale ja wstałam i stanęłam naprzeciw mojej siostry. Muszę się z tym zmierzyć, najlepiej mieć już to za sobą.
-Alice, zanim coś powiesz lepiej pomyśl…-ostrzegł ją Edward.
-Oh, zamknij się…! – krzyknęła – Teraz taki wielki obrońca z ciebie! A na początku to co…? Ruchałeś wszystko co ma otwór i byłeś z tego dumny. Nagle wielki dobroduszny chłopak z ciebie…? Nie uwierzę! Prędzej czy później zdradzisz ją. Bo co…? Taki chłopak i taka dziewczyna…? Wybacz, ale to nie w tym życiu.! A ty Bella, co…? Co z tobą do cholery jest nie tak…? Dlaczego nie potrafisz na ten jeden wieczór założyć sukienki! Kiedyś kochałaś ubierać sukienki! Czemu nie potrafisz w ten dzień, tak ważny dla naszej matki, się przełamać…? To naprawdę takie trudne? Korona ci z głowy spadnie, Księżniczko…? Nasza mama w końcu jest szczęśliwa! Ciesz się z tego…A może ty nie chcesz się z tego cieszyć. Może jesteś egoistką i nie chcesz aby nasza matka była szczęśliwa.? Co? O to ci chodzi? Zawsze byłaś córeczką tatusia, może za nim tęsknisz…? Carlsile jest sto razy lepszy niż nasz ojciec! Zrozum to i nie niszcz nam, i mamie życia. Chcesz udawać cierpiętnika…? Śmiało, proszę bardzo, ale nie tu! Nigdy nam nie powiedziałaś co się stało. Ale ja mam już dość. Mam dość, chcę moją dawną Bellę, bo tej tutaj nienawidzę! Nienawidzę cię, rozumiesz? Mam dość współczucia ci, bo nawet nie wiem czemu ci współczuję. A może to tylko gra…? Może wcale nie zasługujesz na nasze współczucie. ? – wykrzyczała mi to wszystko w twarz, wszyscy milczeli, Edward już chciał coś powiedzieć, ale uciszyłam go gestem ręki. Łzy pociekły mi z oczu.
-Nienawidzę cię, Alice…-wycedziłam – Chcesz wiedzieć dlaczego się zmieniłam…? Proszę bardzo, powiem ci…! Zostałam zgwałcona…Chcesz dowodów…? Proszę bardzo…! – krzyknęłam i podwinęłam swoją bluzę do góry ukazując poraniony brzuch – Mało ci…? To wiedz, że tak wygląda całe, CAŁE moje ciało. – powiedziałam już ciszej. Czułam jak cała złość ze mnie wyparowuje. Słabłam. Zamknęłam oczy i czułam jak lecę do tyłu. Nie czułam bólu. Upadłam, czy jeszcze nie…?


Podziel się
oceń
136
12

komentarze (53) | dodaj komentarz

Rozdział 24 "Miłość od pierwszego..."

czwartek, 21 marca 2013 15:44

EDWARD

„Brnę do przodu,
Wychodzę ku nowemu dniu,
Z tobą przy boku.
Razem, damy radę…”

Nie mogłem zasnąć. Leżałem na boku przypatrując się mojej Belli. Była śliczna, pomimo tylu ran zdobiących jej ciało, pragnąłem jej. Wszystko w niej mnie pociągało. Wygląd, zapach, sposób w jaki mówiła, jej gesty…Nawet to jak przygryza wargę potrafi mnie podniecić…! Jeszcze żadna przedstawicielka płci przeciwnej nie wzbudzała we mnie tak potężnych emocji. Aniołek był po prostu wyjątkowy, w dodatku mogę nazwać ją ‘’Moim Aniołkiem’’. Kochała mnie, wiem to. Nie jest ze mną bo mam pieniądze, bo mam ładną buźkę, bo jestem popularny czy dobry w łóżku. To tak naprawdę dla niej nieistotne, ona kocha mnie. Prawdziwego mnie. Kocha tego Edwarda, który nie wstydzi się uczuć i nie chowa pod maską obojętności.  Ona wzięła mnie, a ja ją. Cały pakiecik. Pamiętam siebie sprzed przyjazdu Swan’ów. Pamiętam Victorię, ostatnią łóżkową przygodę przed Bellą. Naprawdę ostatnią. W sumie to ona uświadomiła mi, że w tej dziewczynie coś jest… Gdy zaczęła ją obrażać poczułem się tak jakby mnie uderzyła, a przecież ja Belli jeszcze wtedy prawie nie znałem. Oprócz tego, że ona uciekła przede mną do lasu ja ją znalazłem i nabawiłem się zapalenia płuc.
Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem. Jeśli ktoś mnie zapyta jak zaczęła się moja znajomość z Isabellą co ja odpowiem…? „A no wiesz, stary, tak się na nią wydarłem, że biedna uciekła do lasu i tam spędziła prawie dwie doby…Mówię ci, to była miłość od pierwszego wkurwienia…”. Tak, epickie, Cullen kurwa debilu zostań poetą. No, ale w sumie…Miłość od pierwszego wejrzenia jest już patetyczna i to się zrobiło niewiarygodne, nie te czasy na takie romantyzmy. Miłość od pierwszego wkurwienia to coś abstrakcyjnego…  Heh, moje filozoficzne myśli…Sam siebie zadziwiam, nie wiedziałem, że mam takie zdolności.  Jakby nie patrzeć zmieniłem się. Nie rucham wszystkiego co się rusza, ostatnimi czasy nic nie rucham. Jak to mówią…Seks jest jak gra w pokera, jeśli nie masz dobrego partnera to musisz mieć sprawną rękę…Czy jakoś tak to leciało…Tyle, że u mnie z tym partnerem to jest skomplikowane.  Gdy całuję Bellę widzę w jej oczach to pożądanie, gdy jej dotykam słyszę jej jęki. Wiecie jak to jest…? Mam coś co jest nieosiągalne…Tyle tylko, że ja ją kocham, szalenie ją kocham i zrobię wszystko aby czuła się bezpiecznie. Tak, wiem, że się powtarzam, ale taka prawda. Bella mnie odmieniła…Czasem dwie cierpiące osoby znajdują w sobie ukojenie. Ona cierpiała samotnie, a ja ukrywałem się pod maską…Zadowalałem się wszystkimi dziewczynami, ich uczucia, a nawet moje uczucia były nieważne. Chciałem tylko zapomnieć…Teraz wiem, że moje rozumowanie było błędne. Przeszłości nie da się zapomnieć całkowicie, można jednak się z nią pogodzić i liczyć na lepsze jutro…Życie jest przecież długie, prawda…? Gdybyśmy spytali mnie o to czym jest życie odpowiedział bym krótko ‘’Niczym, bo czymże jest jedna istota na tym wielkim świecie…?’’, ale teraz wiem, że życie ma się jedno i trzeba je przeżyć godnie, z ukochaną osobą przy boku. Bez Belli teraz poddałbym się autodestrukcji. Nie nadawałbym się do niczego, nawet do przetworów wtórnych, tych z odpadków. I kurwa, Boże, jakie ja mam porównania! Może pieprzę takie głupoty bo jest późno…?
Spojrzałem na zegarek,  5 nad ranem. Czas spać. Ułożyłem się wygodnie i przytuliłem Bellę do siebie. Ta automatycznie, nawet gdy spała, mocniej się we mnie wtuliła i westchnęła cicho.  Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem głaskać ją po plecach. Po jakimś czasie odpłynąłem.

*** *** ***

Obudziło mnie dziwne ciepło, które na mnie siedziało. Uchyliłem jedną powiekę, a na moje usta wpełzł uśmiech. Bella siedziała na moim podbrzuszy okrakiem i pochylała się nade mną nieznacznie.  Dźwignąłem się delikatnie na łokciach i złożyłem na jej wargach delikatny pocałunek. Aniołek zacząłem przeczesywać moje włosy, a ja zamruczałem z aprobatą.
-Jesteś uroczy jak śpisz…-szepnęła Bella, uniosłem brew w pytającym geście, a ona mówiła dalej – Tak słodko spałeś, mmm, aż nie chciałam cię budzić i nie wiem czy wiesz, ale przespałeś śniadanie…-zachichotała – Nie mogłeś w nocy spać…?
-Eee, to która jest już godzina…? – powiedziałem nieco zdziwiony
-Dochodzi 13, nie wiem czy jest sens jeść śniadanie jak zaraz będzie obiad…To co z tym spaniem…? Bo wiem, że jakoś tak koło północy brałeś kąpiel…A potem…? – Bella oparła się czołem o moje czoło. Objąłem ją ramionami w talii.
-Nie mogłem zasnąć. Myślałem…-powiedziałem szczerze.
-Nad czym…?
-Nad nami, nad tym jaki byłem, a jaki jestem. W sumie to o wszystkim…-wyznałem. Bella poruszyła się niespokojnie i zmarszczyła brwi. Na jej czole pojawiła się lekka zmarszczka. Uniosłem rękę i palcem zacząłem ją gładzić.
-I co wywnioskowałeś…? – zapytała nieco nerwowo.
-Kochanie, uspokój się…-szepnąłem łagodnie i pocałowałem ją w czułe miejsce za uchem, westchnęła – Kocham cię,  tyle z tego myślenia wyniosłem.
-To dobrze, bo ja ciebie też kocham…-powiedziała już widocznie uspokojona. Zeszła ze mnie i położyła się na plecach. Zszedłem z łóżka i się ubrałem, potem usiadłem na łóżku koło Bell. Złapałem ją za rękę, a ona uśmiechnęła się lekko w moją stronę.
-Wiele się zmieniło…-szepnęła, a mi się nagle coś przypomniało.
-Oh, i doszedłem jeszcze do jednej sprawy… - Bella milczała dając mi znak głową, że mam mówić dalej – Miłość od pierwszego wkurwienia – uśmiechnąłem się zawadiacko.
-Co…? – zapytała Bella
-Miłość od pierwszego wejrzenia raczej dobrze nas nie określa, Aniołku, sama przyznasz. A od pierwszego wkurwienia owszem…- Bella spojrzała na mnie. Gdybym wiedział, że ona tak zareaguje powiedziałbym jej to wcześniej, bo wiecie co…? Moja ukochana wybuchła perlistym śmiechem. Pierwszy raz słyszałem aby się śmiała, tak, szczerze, głośno, bezwstydnie i otwarcie. Bella usiadła na łóżku i złapała się za brzuch nie mogąc się uspokoić. Podczołgała się do mnie i wpełzła mi na kolana. Schowała twarz w zagłębieniu mojej szyi i zaczęła wdychać mój zapach.
-Ale śmieszne…- pocałowałem ją we włosy, Bella zadarła głowę do góry i na mnie spojrzała. Widziałem w jej spojrzeniu te wesołe iskierki.  To był niesamowity widok, zrobię wszystko aby częściej widzieć ją w takim stanie.
-Edwardzie…? Filozoficzne myślenie zostaw lepiej filozofom…-stłamsiła kolejny wybuch śmiechu parsknięciem.  Mruknąłem i wywróciłem oczami.
-Ale Bello….-zacząłem – To by się całkiem zgadzało – nadal obstawiałem przy swoim, ona tylko pokiwała głową. Uniosła się lekko i cmoknęła mnie w usta. Jęknąłem bo za szybko się ode mnie oderwała.
-OBIAD! – usłyszałem krzyk Esme. Wstałem i postawiłem Bellę na ziemi. Spojrzała na mnie niepewnie. Wszyscy domownicy już  o nas wiedzą, ale ona nadal chyba się dziwnie z tym czuje. Złapałem ją za rękę i lekko ją uścisnąłem. Bella miała jednak inne zamiary. Aniołek wtulił się w mój bok, więc objąłem ją ramieniem. I tak zeszliśmy na dół. Alice zerkała na nas co chwila, w ogóle wszyscy się tak dziwnie patrzeli.
-O co znów chodzi…? – spojrzałem na wszystkich po kolei.
-Bo chodzi o to, że…Słyszeliśmy śmiech…Belli…? – Ross odważyła się wyjaśnić sprawę ‘’dziwnych spojrzeń’’.
-Nie, to Edward się śmiał jak dziewczyna…-zachichotał Emmett chcąc  rozluźnić atmosferę. Spojrzałem na Bellę, a ta wtuliła twarz w mój bok.
-No Belli…-powiedziałem jakby nigdy nic. Ale tak naprawdę wiedziałem o co im chodzi. Przecież Bella się nigdy nie śmieje, a bynajmniej nie w ich towarzystwie.
-A możemy wiedzieć co ją tak rozbawiło…? – zapytała milcząca do tej chwili Alice.
-Bo ja jej rzucam filozoficznymi terminami, a ona się ze mnie wyśmiewa…-zawiesiłem głowę w dół.
-Przepraszam, Edwardzie, ale od kiedy ‘’Miłość od pierwszego wkurwienia’’ jest terminem filozoficznym…? – tak, to był głos Belli. Powiedziała to głośno, tak aby wszyscy usłyszeli. Uśmiechnąłem się, byłem z niej dumny. Udzieliła się w dyskusję.
-Jakie to romantyczne, takie w stylu…stylu…-zająkał się Carlisle
-Edwardowym…-powiedziałem ja wraz z Bellą. Ja zachichotałem, a ona mnie uszczypnęła w ramię.
Usiedliśmy do stołu. Esme cały czas była uśmiechnięta, i nawet zamieniła parę zdań ze swoją córką. Z moją Bellą.
Nie chcę zapeszać, ale myślę, że wszystko biegnie ku lepszemu.

______________________________________

Witam :)

Jest rozdział...Ja mam co do niego mieszane uczucia, ale mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Szczerze z całego serca dziekuję Wam za wszystkie komentarze pod notkami. Te czytelniczki, które samie prowadzą blogi wiedzą jakiego kopa w dupę, jaką wielką motywację to daje.

I teraz...Jak wiecie prowadzę bloga, który początkowo był pisany z Rosą, ale teraz jest prowadzony tylko przeze mnie. Zapraszam i na niego :

http://me-and-my-prince.blogspot.com/

 

Dziś na tyle.

Pozdrawiam Gorąco, bo jakże piękną zimę mamy tej wiosny!

 


Podziel się
oceń
78
9

komentarze (28) | dodaj komentarz

piątek, 26 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  72 269  

Moje bloogi zakończone i nie : http://bellazmierzchedwardzmierzch.bloog.pl/ (Z) http://swiat-belli.blog.onet.pl/ (Z) http://love-is-magic.blogspot.com/ ( z Misią) http://milosc-jest-nadzieja-na-lepsze.blogspot.com/ (z Rosą) http://me-and-my-prince.blogspot.com ( z Rosą)

Informacje:

(1)Nagłówek został wykonany przez Carllton z http://carllton-galeria.blog.onet.pl/
(2)Moje GG 5555326
(3)Powiadamiam na blogach i na GG

Piszę o...

Esme Swan postanawia przeprowadzić się ze swoimi córkami Alice, Rosalie i Isabellą do swojego nowego partnera, mieszkającego w Forks, Carlisle'a Cullen'a. Pan Cullen mieszka ze swoimi synami, Emmett'e...

więcej...

Esme Swan postanawia przeprowadzić się ze swoimi córkami Alice, Rosalie i Isabellą do swojego nowego partnera, mieszkającego w Forks, Carlisle'a Cullen'a. Pan Cullen mieszka ze swoimi synami, Emmett'em, Jasper'em i Edward'em. Emm i Jazz są szaleni i zabawni, szukają miłości. Alice i Rosalie świetnie się z nimi dogadują. Isabella...Isabella ubiera się na czarno, nic nie mówi oprócz pustego "Dzień dobry" i "Dobranoc". Jej matka i siostry nie wiedzą dlaczego ich zwariowana Bella stała się zamkniętą w sobie dziewczyną, nie mają też pojęcia o tym, że ona się samookalecza. Edward...Edward od zawsze przysparzał kłopoty, był rozrabiaką. Gdy dorósł stał się kobieciarzem, który zaliczył wszystkie panienki w Forks i nigdy nie przespał się dwa razy z tą samą kobietą. Czy ta dwójka pomoże sobie nawzajem? Buntowniczka i flirciarz...

schowaj...

Ile was jest:

Odwiedziny: 72269
Wpisy
  • liczba: 35
  • komentarze: 718
Bloog istnieje od: 1494 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to